I czym się tak podniecamy? Tym społecznym zrywem w sprawie ACTA? Za dwa dni zaczną tu się pojawiać wpisy lewicowców, że ten cały strach przed ACTA to jakiś piswoski humbug, a za miesiąc nie tylko lemingi ale i wy, prawicowi agitatorzy, o ACTA zapomnicie. Znakomita większość z was nawet nie skojarzy aresztowania tego czy tamtego internauty z ACTA. Słomiany zapał - jak to zwykle u polskiej prawicy. Pokrzyczeć gdy wszyscy wrzeszczą, załapać się na falę słusznych protestów, ale poprzeć jakąś długofalową inicjatywę... co to, to nie! Zaproponować tu najdrobniejszy bojkot obywatelski, jakiś protest, który nic by nas nie kosztował a uderzyłby we wspierających władzę z dużą siłą i zaraz ma się chór najmądrzejszych zdystansowanych stoików, którzy swoje wiedzą i mogą tu się trochę programowo pooburzać, ale do żadnej postulowanej przez innego prawicowca akcji się nie podłączą. I nieważne czy to będzie propozycja pytania w kablówkach o pakiety bez TVN (nie ma ich, ale przecież można stworzyć popyt), bojkot tabletek reklamowanych przez Jolę madonnę III RP Kwaśniewską, kontestacja produktów zachwalanych przez Tomasza kocham Donalda Karolaka, czy propozycja stworzenia jakiegoś spójnego programu ekonomicznego na czasy gdy Tusk wykończy ten kraj do tego stopnia, że będzie musiał proponować Okrągły Stół II (a programu takiego brakuje nam równie mocno jak środowisku Michnika i Geremka w 1989 roku). Etatowego prawicowca nic takiego nie interesuje. On przecież wie swoje i ta wiedza jest podstawą jego dumy z programowego nonkonformizmu.

Powrzeszczycie, powrzeszczycie a Tusk i tak zrobi swoje. A wy z miesiąc rzucicie się na coś nowego, nawet nie zauważając jak w swoim słomianym zapale stajecie się coraz bardziej groteskowi.